#7


Pada deszcz.

Podchodzę do okna na palcach, jak najciszej, żeby nie zbudzić śpiącego pod nim kota. Odchylam lekko okno. To idealny czas, żeby siąść na parapecie i NIE myśleć. Zresztą uderzające z coraz większą częstotliwością o parapet krople i tak zagłuszyłyby wszystkie myśli. Po prostu patrzę. W trakcie deszczu świat nabiera intensywniejszych barw.  Jakby ktoś w programie do obróbki graficznej przyrody nagle podkręcił jej nasycenie. Zieleń liści drzew, które są teraz na mojej wysokości aż bije po oczach. A może z tej perspektywy wyglądają tak zawsze, a swoje pospolite, wypłowiałe odbicie mogą widzieć wszyscy, których przyziemne sprawy ściągają ich krótkowzroczne spojrzenie tuż przed siebie, nie mierząc nigdy wyżej? Chłodne powietrze przyjemnie muska moją skórę. Lekka firanka powiewa na wietrze, zakrywając mi ramiona niczym welon. Widzę jak ostatnie z ptaków, które myślały że ich skrzydła pokonają siłę żywiołu chowają się pośpiesznie w koronach drzew. Widzę dach sąsiada, na którym krople deszczu utworzyły gładką, odbijającą chmury taflę. Dopiero  teraz zauważam, jak szybko się poruszają. Na horyzoncie już widzę niebo w kolorach pomarańczy i różu malowane przez zachodzące słońce. Po chwili deszcz ustaje. Słowiki, których nie zagłusza teraz szelest liści spowodowany przez spadające na nie krople deszczu, zaczynają adorować swoje ptasie obiekty westchnień ( a może świergotów?) pięknymi dźwiękami. Po krótkiej przerwie świat budzi się do życia. Z budy wychodzi zaspany pies. Muchy zaczynają dobijać mi się do pokoju. Jak dobrze, że mój welon nie pozwala im do niego wlecieć. W końcu od tego są welony, mówią nieproszonym gościom ,,ta piękna pani ukryta pod nim należy już do kogoś innego". Pokój, od którego firanka oddziela okno należy tylko do mnie i żadnej musze nie pozwolę się w nim panoszyć. Teraz niebo zamieniło się w szare, gładkie płótno, na którym promienie słońca malują kolorowe przebłyski światła niczym malarz robiący kleksy.
Siedzę i w ciszy zachwycam się tą zwyczajnością, jakbym była częścią widowni niesamowitego spektaklu. Na koniec nie słychać jednak aplauzu. Jedyna osoba, która siedzi przy oknie zahipnotyzowana, właśnie poczuła potrzebę zmoczenia gołych stóp na mokrej trawie. Później najpewniej dostanie kataru i będzie miała tygodniowy odwyk od zapachów lata. Dzięki temu, gdy już węch znowu wróci, będzie się nimi zachwycać z jeszcze większą intensywnością.










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#2