#2

Dlaczegowszyscytylemówiąlecztaknaprawdętymswoimpotokiemsłównicnowegoniewnosząciągletylkodlaczegopocogdziekiedyplotkiplotkiplotkiodświtudonocyniezamykająustchcęuciec.

Od samego rana czuję się przytłoczona potokiem słów. To chyba nawet nie potok, ale ogromna lawina, w której zamiast płatków śniegu są słowa, które równie bezcelowe i pozornie piękne. Owszem, można doszukać się w nich głębszego znaczenia, jakiegoś przekazu, ale czy w życiu nie chodzi o to, by zachwycać się po prostu ich lekkością? Pojedyncze płatki śniegu są malutkimi cudami natury, nad którymi mogłabym zachwycać się godzinami, lecz gdy stłoczą się one w potężną lawinę, stają się niebezpieczne, mogą przygnieść, zadusić. Tak samo jest ze słowami.

Czyż nie jest tak, że najpiękniejsze chwile w życiu obyły się bez słów? 

Od kiedy przyjechałam do domu nie mogę się przyzwyczaić do ciągłych, głośnych rozmów. W jednym, małym pomieszczeniu potrafią się toczyć trzy rozmowy jednocześnie. To dla mnie za dużo. Próbuję włączyć się w rozmowę podnosząc ton głosu, lecz to nic nie daje. Uciekam.

Zauważyłam, że słowa pozwalają zamaskować emocje. Osłaniają nas przed strachem. Z przyzywyczajenia jednak wtłaczamy je na siłę tam, gdzie są zbędne.

Byłam dziś na grobie mojego dziadka. Pierwszy raz. Ostatni raz gdy tam byłam, zastałam głęboki dół, w którym wkrótce znalazła się dębowa trumna. Lecz teraz już zamiast wzniesienia z ziemi z wbitym w nią drewnianym krzyżem jest pomnik. Usiadłam na ławce. Popatrzyłam na zdjęcie dziadka. Był przystojny, taki, jak zawsze go zapamiętałam. Miał gęste, siwe włosy, łagodny wyraz twarzy i nos, który zamiast szlacheckiego nazwiska po nim odziedziczyłam. Chciałam tak siedzieć i patrzeć, wspominać, kontemplować. Jednak nie mogłam. Rodzina, która ze mną była, zagłuszyła wszystkie moje myśli słowami, które nie miały dla tej chwili żadnego znaczenia. Przesuń-ten-znicz-podlej-kwiaty-wyczyść-płytę-zamieć-ktoś-stłukł-szkło-ktoś-przyniósł-kwiaty-kto-ciekawe-za-ile-nie-siedź-tak-pomóż-chodź-wracamy.

Siedziałam dziś babcią. Chciałam po prostu patrzeć i zachwycać się jej delikatnym uśmiechem, głębokimi zmarszczkami, które tylko dodawały jej uroku, piwnymi oczami, które patrzyły na mnie z taką miłością od 20 lat. Życie-takie-drogie-ktoś-umarł-ktoś-się-rozwiódł-co-za-obyczaje-zjedz-coś-schudłaś-telewizor-się-psuje-pogoda-taka-zła.

Cisza. Czasami tylko jej potrzeba mi do szczęścia. Bez przekrzykiwania się, wchodzenia sobie w słowo.

Tato w altance zamontował zegar. Dopiero ja, po dwóch miesiącach jej istnienia, gdy postanowiłam zaszyć się tam w ciszy, usłyszałam jego głośny bieg wskazówek. Zwróciłam na to uwagę moim bliskim. Dotychczas nikt nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że on chodzi.

Dlaczego jesteśmy tak głusi na ciszę?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#7